Bartosz Smektała: Za każdym razem bardzo mocno chcemy wygrywać (wywiad)

Fot. Łukasz Forysiak
Fot. Łukasz Forysiak

Powoli dobiega końca wyjątkowy i krótki sezon PGE Ekstraligi. Dla Bartosza Smektały to pierwszy rok startów w gronie seniorów. Zawodnik FOGO Unii Leszno zdołał stać się bardzo pewnym i solidnym punktem aktualnych mistrzów Polski. W rozmowie ze speedwayekstraliga.pl, Smektała opowiada o ostatnich meczach, zbliżającym się wielkim finale PGE Ekstraligi, a także przejściu w wiek seniora i ogólnych wrażeniach po kończącym się sezonie.

Joachim Piwek: Zacznijmy może od ostatniego meczu z RM SOLAR Falubazem. To był bardzo dobry występ w twoim wykonaniu i fajny wynik, także całej drużyny. Czasem się mówi, że takie mecze budują zawodników przed kolejnymi starciami. Coś w tym jest?

Bartosz Smektała: Jeśli mam być szczery, to muszę powiedzieć, że wszystkie zawody są ważne. Oczywiście, teraz przed nami najważniejsze spotkania i na tę walkę czekają wszyscy kibice, działacze i prezesi, bo to finał, jazda o złoto i najważniejsza impreza w roku. Tylko, że pewność siebie buduje się cały sezon. To jasne, że zawsze lepiej jechać na kolejne zawody po lepszych zawodach, niż po gorszych.

Podczas meczu z zielonogórzanami można było zauważyć, że tor jest niespotykanie wolny. Czasy były w zasadzie najsłabsze w tym sezonie. Gdy spojrzymy na inne mecze, to można zauważyć, że często zawody na tych wolniejszych torach lepiej ci wychodzą. To prawda?

Nie bardzo się z tym zgodzę, bo na meczach z MRGARDEN GKM Grudziądz czy PGG ROW-em Rybnik tor też był twardy, a ja sobie na tych torach nie mogłem poradzić. Trochę lepiej czułem się w Lesznie, gdy ten tor był jednak ciut przyczepniejszy, np. podczas meczu z MOJE BERMUDY Stalą Gorzów, gdy czasy były lepsze, tor był szybszy. Trochę musiałem pozmieniać i poszukać w ustawieniach, żeby być szybszym na twardym owalu, a to zadziałało w starciu z RM SOLAR Falubazem i wcześniej z ELTROX Włókniarzem Częstochowa. A jeśli chodzi o samo przygotowanie toru, to był on oczywiście twardy, bo musiał zostać tak przygotowany ze względu na warunki przed meczem, ale wpływ na te słabe czasy miały też z pewnością opady w trakcie zawodów, bo wtedy zrobiło się ślisko.

Gdy spojrzymy na statystyki, to w porównaniu do ubiegłego sezonu widać poprawę twojej skuteczności podczas meczów na Stadionie im. Alfreda Smoczyka w Lesznie. Rok temu byłeś raczej skuteczniejszy na wyjazdach. Czy sam czujesz ten progres w jeździe na swoim torze?

Każdy rok jest inny. W Grudziądzu jakiś czas temu wywalczyłem chyba 14 punktów, a potem pojechałem tam na inny mecz i zrobiłem dwa. Sezon sezonowi nigdy nie jest równy. Ja na pewno odzyskałem pewność siebie na torze w Lesznie. Podczas wspomnianych meczów z drużynami z Rybnika czy Grudziądza u siebie, nie czułem się dobrze na motocyklu i brakowało mi szybkości, ale teraz trochę pozmieniałem w motocyklach i jest już naprawdę dobrze.

Może ta zmiana wynika trochę z wyjątkowego przebiegu tego sezonu? Nie ma Szwecji, najpierw zamknięte treningi, potem w zasadzie jazda tylko w Polsce i głównie na swoim torze. Czy to nie powoduje w pewien sposób utrudnień na wyjazdach i poprawy wyników na domowym owalu?

Wydaje mi się, że to nie ma znaczenia. Chodzi mi o to, że treningi czasem nie pomagają. Często lepiej przyjechać na mecz z czystą głową. Po odjechaniu treningu często masz większy mętlik, niż przed nim. Zobaczymy, jak będzie w przyszłym sezonie, bo myślę, że będziemy mogli jeździć normalnie do Szwecji.

Rozmawiamy przed pierwszym meczem finałowym w Gorzowie. Podczas rundy zasadniczej nie poszło ci tam, ale ogólnie twoje wyniki na Stadionie im. Edwarda Jancarza nie są złe. Cieszysz się na myśl o wyjeździe nad Wartę, czy raczej w półfinale liczyłeś na awans BETARD Sparty?

Nie mogę powiedzieć, że się cieszyłem, bo to nie robi większej różnicy. Każdy wyjazd to nowy mecz i nigdy nie wiemy, co na nas tam czeka. Ja jakoś oszałamiająco w Gorzowie nie jeżdżę, ale finał to może być dobry moment, by to zmienić. Kiedyś miałem tam bardzo ładny mecz, więc ten tor trochę mi pasuje.

Pamiętam, że na początku twojej kariery, w parze bodajże z Nickim Pedersenem przywiozłeś za plecami Mateja Zagara, właśnie w Gorzowie.

Tak, pamiętam to dobrze, w 2015 roku. To w ogóle były jedne z moich pierwszych punktów w karierze.

Chciałem cię jeszcze podpytać o wrażenia z tego absolutnie wyjątkowego sezonu. Normalnie jeździcie jakieś sześć, może siedem miesięcy. W tym roku to niewiele ponad 4 miesiące. Niektórzy lubią natłok imprez, a inni wolą większe przerwy między kolejnymi meczami. Jak to wygląda w twoim przypadku?

Teoretycznie, to dla mnie nie ma takiego dużego znaczenia, bo przygotowania nie różnią się od siebie. Niezależnie czy jedziemy rzadziej, czy w krótkim odstępie czasu – zawsze do meczu przygotowujemy się przecież tak samo. Ja bardzo lubię jeździć dużo, ale w pewnym momencie muszę sobie zorganizować odpoczynek i zatęsknić za motocyklem. Wtedy na świeżości jestem gotowy do zdobywania punktów. Wolę jednak, gdy zawodów jest więcej, niż gdyby miało ich być za mało.

W tym sezonie trzy razy wystąpiłeś nawet w barwach Metalika Recycling Kolejarza Rawicz. Jak podchodziłeś do spotkań na drugoligowym froncie?

Każdy potrafi się ścigać i choć różnica jest, to dziś wszyscy jeżdżą szybko na tych drugoligowych torach i wbrew pozorom, wcale nie jest tam tak łatwo. Poza tym, gdybym nie potrzebował jazdy, to bym się tam po prostu nie pchał, bo priorytetem jest PGE Ekstraliga. Trochę mnie o to prosili w klubie, więc dlaczego miałbym z tego nie korzystać? Ja czas w Rawiczu wykorzystałem na maksa – sprawdzałem różne ustawienia, a najważniejsze jest to, że miałem okazję się ścigać.

Po raz pierwszy regularnie jeździsz w gronie seniorów. Sporo zawodników ma problem z tym przejściem do żużlowej dorosłości, a ty tak naprawdę to poprawiłeś się względem zeszłego roku. Jakie są twoje spostrzeżenia po pierwszym sezonie jazdy wśród seniorów? Z czego mogą wynikać te problemy niektórych zawodników podczas „roku przejścia”?

Właściwie to nie wiem i trudno mi mówić w imieniu innych. Na mnie to od początku nie robiło większego wrażenia. Teraz tylko z doświadczenia wiem, że pierwszy bieg w zawodach nie jest łatwy. Startujesz z liderem swojej drużyny i liderami rywali, więc nie ma lekko. Ja akurat na dodatek ruszam z zewnętrznych pól, także zadanie jest ciężkie. Rok temu po prostu zaczynałem zawody w innym biegu i wiedziałem, że jeśli coś nie pasuje w wyścigu młodzieżowym, to trzeba zrobić zmiany. Gdy jesteś seniorem, to musisz patrzeć na to, jak pozwalają ci jeździć inni.

 

Na początku sezonu w składzie FOGO Unii Leszno było siedmiu seniorów. Potem kadra się skurczyła – na wypożyczenia udali się Brady Kurtz i Jarosław Hampel, w efekcie czego zniknęło widmo walki o skład. Czy gdybyś znalazł się w sytuacji, w której musiałbyś walczyć o miejsce w podstawowym zestawieniu, to ten fakt byłby dla ciebie jakimś problemem?

Ja zapewniam, że walka o skład dla żadnego zawodnika nie jest komfortowa. Ja podchodzę do tego trochę inaczej: nieważne czy się jeździ na żużlu, czy uprawia inną dyscyplinę, czy pracuje w firmie, to wszędzie, jeśli nie wykonujesz swojej pracy dobrze, to nie możesz liczyć na miejsce. W przypadku żużla na miejsce w składzie. To jest ciężki temat i nie każdy może sobie z tym poradzić.

To tak wieńcząc całą naszą rozmowę, chciałbym cię jeszcze raz zapytać o finał. Dla ciebie będzie to na pewno medal (złoty lub srebrny) numer sześć, a masz 22 lata. Kapitalny wynik. Do każdego meczu, zwłaszcza finału, podchodzi się na poważnie i to jasne, ale czy mając już tyle krążków nadal czujesz to wewnętrzne ciśnienie na końcowy triumf drużyny?

Nieważne czy bronimy złotego medalu, czy zdobywamy pierwszy krążek, to za każdym razem bardzo mocno chcemy wygrywać, bo to przecież niezwykle prestiżowe, zarówno dla mnie jako zawodnika, jak i dla klubu. Gdyby komuś się nie chciało to na pewno nie znaleźlibyśmy się w finale. Nam po prostu zależy i chcemy zdobyć złoty medal.

 

Joachim Piwek