Bartosz Smektała: Cieszę się z tej lekcji speedwaya (wywiad)

Fot. Kamil Woldański
Fot. Kamil Woldański

10 punktów w 6 startach, 3 razy linia mety minięta jako pierwszy, a na rozkładzie takie nazwiska jak Emil Sayfutdinov, Leon Madsen, Tai Woffinden czy Fredrik Lindgren. Bartosz Smektała po sobotnim starcie w 2019 Boll Warsaw FIM Speedway Grand Prix of Poland zdecydowanie może mieć powody do zadowolenia.

Tomasz Kania: 7. miejsce w Boll Warsaw FIM Speedway Grand Prix of Poland z 10 punktami na koncie. Czujesz zadowolenie, czy może mimo wszystko niedosyt?

Bartosz Smektała: Oczywiście że zadowolenie, przed turniejem brałbym taki wynik w ciemno. Wiadomo, że kiedy jedzie się w półfinale to chce się awansować, ale też nie można mieć wszystkiego, ja tak do tego podchodzę. Jestem zadowolony, wracam z uśmiechem na twarzy. To była dla mnie lekcja speedwaya, której potrzebowałem, i bardzo się cieszę, że mogłem w sobotę wystąpić na PGE Narodowym.

Niewiele brakowało żebyś to ty udzielił kilku lekcji speedwaya…

To już nie mnie oceniać, ja patrzę na siebie. Przy takiej stawce zawodników zależało mi po prostu na tym, żeby pojechać jak najlepiej.

Jakie to jest uczucie, kiedy kilkadziesiąt tysięcy gardeł krzyczy twoje nazwisko?

Bardzo fajne, nie da się tego opisać. Sęk w tym, żeby nas to nie rozproszyło. To jest bardzo potrzebne, kibice muszą być na stadionie żeby zawodnicy dobrze jeździli, ale trzeba sobie z tym radzić, a jest z tym bardzo ciężko. Czułem się bardzo dobrze, ale martwiłem się, że kiedy wyjadę na tor, to podczas prezentacji mogę się delikatnie rozproszyć. Na szczęście poradziłem sobie z tym.

Co czujecie, co słyszycie będąc w parku maszyn? Docierają do was konkretnie skandowane nazwiska, czy może ten doping zlewa się w jedną wielką całość?

Kiedy masz założony kask, to coś słychać, ale kiedy jesteś mocno skupiony na swojej pracy, na tym co masz zrobić, to starasz się o tym po prostu nie myśleć. Kibice niosą i zawsze będą nieśli, ale zawodnicy powinni się cieszyć z kibicami po zawodach, kiedy można się rozluźnić, a w ich trakcie muszą się skupiać na pracy.

Przed półfinałami pojawiła się myśl, że możesz zrobić coś historycznego i wygrać w Warszawie jako pierwszy Polak?

Nie, w ogóle o tym nie myślałem, jechałem w półfinale z myślą wejścia do finału, chciałem po prostu awansować.

Jak się zmieniał tor w trakcie zawodów? Na początku było nieco więcej mijanek, zewnętrzna chyba wtedy lepiej trzymała?

To jest tor jednodniowy, i był naprawdę dobrze przygotowany. Było dużo biegów, gdzie można było oglądać ściganie. Potem zrobiła się koleina przy krawężniku, ale to jest normalne i wkalkulowane w charakterystykę takiego toru. Ja osobiście na tak dobrze przygotowanym torze w Warszawie jeszcze nie jechałem. To był najlepszy tor do tej pory, jaki tutaj był.

Rozmawialiście z resztą zawodników o polach startowych? Mieliście obserwację, że najlepiej niesie pole B?

Takie rzeczy mają znaczenie w momencie wyboru pól startowych w półfinale. Wiedziałem, że muszę brać pole wewnętrzne, zostało mi pierwsze, gdybym nie popełnił błędu to mogłoby to wyglądać troszkę inaczej, ale ja i tak jestem zadowolony.

Tomasz Kania