Bartosz Smektała: Chcieliśmy zrobić szum! (wywiad)

Fot. Kamil Woldański
Fot. Kamil Woldański

Bartosz Smektała to aktualny Indywidualny Mistrz Świata Juniorów, dla którego obecny sezon jest ostatnim przed przejściem w wiek seniora. Obchodzący niedawno 21. urodziny zawodnik w meczu z BETARD Spartą Wrocław pokazał, że wiek nie ma znaczenia, bo doskonale odnajduje się w dorosłym towarzystwie. Zawodnik zdobył płatny komplet punktów, ani razu nie przyjeżdżając za rywalem do mety, a do tego został wybrany nie tylko Rajderem Meczu, ale i kolejki. Specjalnie dla speedwayekstraliga.pl opowiedział o swoich odczuciach, planach na przyszłość i przysmaku prezesa Piotra Rusieckiego.

Błażej Kowol: Na początek chciałem złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji niedawnych urodzin i od razu zapytać, czy prezentem było przygotowanie toru przez trenera Piotra Barona, bo we Wrocławiu czuliście się jak w domu?

Bartosz Smektała: (Śmiech) Dziękuję za życzenia, ale muszę powiedzieć, że oczywiście tak nie było. Mogło rzeczywiście sprawiać takie wrażenie, bo czuliśmy się tutaj wyśmienicie. Dużym sukcesem było to, że nie musieliśmy za dużo szukać, tylko od początku trafiliśmy z ustawieniami. Spora w tym zasługa Janusza Kołodzieja i Piotra Pawlickiego, którzy po próbie toru przekazali nam wiele cennych informacji. Komunikacja jest bardzo ważna i tak powinno to wyglądać w drużynie.

Jesteście zaskoczeni przebiegiem i rezultatem tego spotkania? Po ostatnim spotkaniu w Gorzowie pojawiły się głosy, że nadchodzi czas BETARD Sparty, a wy tymczasem pokazaliście prawdziwą, „byczą” moc.

Po prostu chcieliśmy, żeby zrobił się szum (śmiech). Tak serio, to taki po prostu jest sport. Raz wygrywasz, raz przegrywasz. Trzeba być na wszystkie ewentualności przygotowanym. Wiedzieliśmy, gdzie popełniliśmy błędy w Gorzowie i błyskawicznie udało nam się je wyeliminować.

Jeśli jeszcze raz przyjdzie wam odjechać mecz we Wrocławiu, będziecie oczekiwali podobnego toru jak tym razem?

Tym będziemy zajmować się, jeśli faktycznie do tego dojdzie. Póki co nasze myśli kierują się ku półfinałom i spotkaniom z forBET Włókniarzem Częstochowa. Można powiedzieć, że od tego momentu skupiamy się tylko na tym.

Wrocławski tor był przedmiotem wielu dyskusji w tym sezonie. Biorąc pod uwagę twoją zdobycz punktową, pewnie jesteś bardzo zadowolony, ale i tak chciałbym poznać twoją opinię na jego temat.

Szczerze powiedziawszy przed zawodami ten tor wyglądał zupełnie inaczej. Krawężnik twardy, zewnętrzna zdecydowanie bardziej przyczepna – bez problemu można było tam wbić nogę. Było jednak świetnie ściganie, więc absolutnie nie mogę narzekać. Tor był do walki czyli to, co kibice kochają. A o to przecież w żużlu chodzi.

Czy przed spotkaniem rozmawialiście na temat potencjalnego rywala w play-offach i tego, z kim ewentualnie wolelibyście jechać? Czy takich dywagacji zupełnie nie ma i podchodzicie z marszu do kolejnych spotkań?

W play-offach wszystko zaczyna się od nowa. Nie ma więc żadnego znaczenia, z kim przyjdzie nam się mierzyć. Z każdym trzeba pojechać dobrze, w tej fazie nie ma słabych rywali.

Wrocławianie przed tym spotkaniem wygrali 9 spotkań z rzędu i ciągle mogli wam zagrozić w walce o 1. miejsce. Czy to, że mimo waszej jednej porażki wciąż nie byliście pewni pierwszego miejsca, wyzwalało w was dodatkową energię?

Nie, nie patrzyliśmy na to w ten sposób. Do każdego spotkania podchodzimy tak samo. Jest trening, każdy przygotowuje się też indywidualnie. Nie ma słabych zawodników, każdy potrafi się ścigać – czasem wychodzi to lepiej, czasem gorzej, ale nie wolno nikogo lekceważyć.

W piątek grillowaliście u prezesa Piotra Rusieckiego. Czy to jakieś sekretne receptury, które uczyniły was tak szybkimi?

Prezes przygotował dla nas steki i muszę uczciwie przyznać, że jest tak dobrym kucharzem, jak prezesem (śmiech). Póki ktoś nie spróbuje, to nie uwierzy! Fajnie było się spotkać, była świetna atmosfera. Pokazało to też, że nie tylko na torze, ale i poza nim jesteśmy drużyną i to się bardzo ceni.

W tym sezonie nieco lepiej radzisz sobie na wyjazdach. Wiesz jaka jest przyczyna takiego stanu rzeczy?

Ostatnie mecze domowe miałem zdecydowanie lepsze. Znalazłem odpowiednie ustawienia, czuję się na leszczyńskim torze zdecydowanie pewniej, a to ważna sprawa. Trzeba wiedzieć od czego zaczynać, wjeżdżając na stadion.

Czyli na dobrą sprawę tylko początek sezonu był dla ciebie trudniejszy w domowych warunkach?

Zdecydowanie. Trzeba też uczciwie powiedzieć, że ta forma nie była optymalna na początku sezonu, ale mam nadzieję, że wszystko zmierza już we właściwym kierunku.

To ostatni sezon w roli juniora. Jak wyglądają twoje plany na przyszłość? Czy kształtuje się ona w biało-niebieskich barwach?

W najbliższych dniach spotkam się z prezesem i na dobrą sprawę dopiero wtedy mógłbym powiedzieć coś więcej.

Chciałbym nawiązać jeszcze do występów w Speedway Euro Championship. W Vojens byłeś 5., w klasyfikacji generalnej też 5. lokata. Za miesiąc Chorzów i atak na podium?

Oczywiście! Każdy przecież wyjeżdża na tor z takim zamiarem. Wiem, że to mój pierwszy rok w tym turnieju, ale dlaczego nie miałbym stanąć na podium, a nawet i wygrać? Na pewno stać mnie na to. Dysponuję świetnym sprzętem i mocno nad sobą pracuję. Ale do tego jeszcze sporo czasu i wiele może się wydarzyć.

W Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostwach Polski zająłeś 5. miejsce. Odbierasz to jako spore rozczarowanie?

Nie, absolutnie. Poziom jest przecież bardzo wyrównany. Nie mogę też powiedzieć, że pojechałem tam na „pewniaka”, bo tak nie było. Każdy trenuje, każdy inwestuje w sprzęt i często decydują niuanse. Poza tym, nie przepadam za tarnowskim torem, trudno mi się tam odnaleźć. Pogubiłem punkty nie ze względu na sprzęt, lecz moją jazdę. Wszystko to zbiegło się w czasie, z czym jednak udało mi się wygrać. Znalazłem odpowiednie przełożenia, tylko trochę za późno. To po prostu nie był mój dzień.

A jak oceniasz ten sezon pod kątem indywidualnym? Jesteś zadowolony z dotychczasowych rezultatów?

Na to pytanie będę mógł odpowiedzieć po zakończeniu sezonu. Póki co, analizując zawody indywidualne, widzimy: 5. miejsce w MIMP i bez podium. Pozycja rezerwowego w IMP, także nie było rewelacji. Ale też przypominam, że to nie koniec sezonu. Indywidualne Mistrzostwa Świata Juniorów wciąż przed nami, podobnie jak ostatnia rudna SEC. Być może w tej fazie rozgrywek będę mieć więcej szczęścia.

 

Błażej Kowol