Artem Laguta walczył nie tylko z przeciwnikami, ale z zapaleniem gardła (wywiad)

Artem Laguta był zdecydowanie najjaśniejszym, obok Przemysława Pawlickiego, punktem drużyny MRGARDEN GKM Grudziądz w niedzielnym spotkaniu przeciwko BETARD Sparcie Wrocław. Rosjanin zdobył czternaście punktów i bonus, indywidualnie wygrywając trzy wyścigi. – Wszyscy wiedzieliśmy, że będzie to trudne spotkanie. Ja dałem z siebie wszystko – powiedział w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl.

Trzy dni bardzo wyczerpujących zawodów przy niezwykle wysokich temperaturach – takie obciążenie znieść musiało kilkunastu żużlowców startujących w PGE Ekstralidze. Nie inaczej było w przypadku Artema Laguty, który nie miał zbyt wiele czasu, aby świętować zwycięstwo w Speedway of Nations.Na pewno był to ciężki weekend. W ostatnich dniach dodatkowo walczę z zapaleniem gardła i ciężko było się nawet dobrze wyspać. To były dla mnie naprawdę bardzo dobre trzy dni – przyznał po spotkaniu zawodnik gospodarzy. – I we Wrocławiu, i w Grudziądzu starałem się pojechać jak najlepiej. Szkoda, że przegraliśmy ten mecz.

Trzy dni rywalizacji na najwyższym poziomie to nie tylko obciążenie fizyczne dla zawodników. Równie mocno eksploatowane były silniki. – We Wrocławiu startowałem na tych samych silnikach, chociaż dziś spróbowałem na początku inny motor, ale okazało się, że on nie spisywał się dobrze – zdradził Laguta.

Dość często słychać głosy, że miejscowym zawodnikom trudno jest dopasować się do grudziądzkiej nawierzchni. Z takimi problemami nie zmaga się w ostatnio Artem Laguta. Czy Rosjanin ma pomysł, jak można pomóc kolegom z drużyny? – Trudno powiedzieć cokolwiek na ten temat. Wszyscy bardzo dużo ze sobą rozmawiamy, ale trudno jest podpowiadać, kiedy zawodnicy mają zupełnie inne przełożenia – powiedział.

Do niedzielnych zawodów lider w drużynie Roberta Kempińskiego przystąpił z marszu, jednak na torze nie było widać kłopotów z dopasowaniem silników do nawierzchni. Wydaje się, że mniej treningów to przepis na sukces Artema Laguty – Ja tak mam. Wolę jeździć mniej treningów, a więcej zawodów – zakończył.

Kamil Rychlicki
Fot. Marcin Karczewski