Anders Thomsen: To nie był nasz dzień (wywiad)

Fot. Wojciech Tarchalski
Fot. Wojciech Tarchalski

Gorzowianie doznali we Wrocławiu sromotnej porażki, zostając rozbitym przez gospodarzy 58:32. Oprócz Bartosza Zmarzlika, który zdobył ponad połowę punktów swojej drużyny, jedynym zawodnikiem nawiązującym walkę z wrocławianami był Anders Thomsen. Duńczykowi nie brakowało szybkości, ale w początkowej fazie meczu przyjeżdżał na 3. pozycji. Dopiero w końcówce dwa razy przyjeżdżał drugi, kompletując 9 punktów i bonus. Specjalnie dla speedwayekstraliga.pl opowiedział o wrażeniach z jazdy, szansach zespołu i odpoczynku w przerwie od ścigania w PGE Ekstralidze.

Błażej Kowol: Wrocławianie nie mieli dla was litości. Pytanie, jak ty sam oceniasz swój występ – 9 punktów z bonusem to dużo czy mało?

Anders Thomsen: Na pewno zawody zakończyłem w niezłym stylu. Początek nie był taki, jakbym tego oczekiwał – nie do końca potrafiłem odnaleźć odpowiednie ustawienia w motocyklu. Był to jednak mój debiut na wrocławskim torze, więc potrzebowałem nieco czasu. Końcówka była w porządku, to na pewno cieszy. Szkoda, że jako zespół przegraliśmy tak wysoko, ale indywidualnie jestem umiarkowanie zadowolony. Gospodarze byli bardzo szybcy.

No właśnie, wyglądałeś na szybkiego od początku zawodów, ale do czwartego biegu nie przełożyło się to na zostawienie rywali za plecami. Dlaczego?

Niestety tak było. Wyjechałem na próbę toru, starałem się wykorzystać ją jak tylko mogłem i znalazłem nieco bardziej mokrą nawierzchnię po zewnętrznej. Niestety, koła mojego motocykla zaczynały w pewnym momencie buksować, co powodowało taki, a nie inny wynik. Czułem się szybki, ale te czynniki i nienajlepsze pola startowe wpłynęły negatywnie na mój rezultat.

Jak wspominałeś, był to twój pierwszy występ we Wrocławiu. Jak wrażenia?

Naprawdę dobre. Fani znakomicie dopingowali, tor był równie dobry. W niektórych miejscach być może pojawiało się za dużo wody, ale zrzucam to na karb takiej, a nie innej pogody. Ogólnie rzecz ujmując – fajny stadion, fajni ludzie, fajny tor.

Byłeś prowadzącym parę w tym spotkaniu. Czy ma to dla ciebie duże znaczenie?

Nie za bardzo, dla mnie to tylko numer. W początkowej fazie zawodów startowałem po prostu z wewnętrznej części toru, a w późniejszej z zewnętrznych pól, ale nie odgrywa to dla mnie większej roli.

W pierwszym swoim sezonie w PGE Ekstralidze lepiej spisujesz się w spotkaniach wyjazdowych. To kwestia gorzowskiego toru?

Być może, jest on zupełnie inny. Kluczowa kwestia to start, tam trzeba sobie dobrze poradzić, bo na trasie wyprzedzanie nie jest łatwe. Myślę jednak, że muszę odnaleźć się na każdym z torów, bo tak naprawdę nie mam wyjścia. W końcu to PGE Ekstraliga.

Zawody odbyły się w niesamowitym upale, temperatura sięgała 37 stopni w cieniu. Jak radzisz sobie z takimi warunkami?

Rozumiem, że te były równe dla wszystkich, ale w takim ekstremalnym cieple naprawdę jeździ się trudno. Być może trzeba rozważyć przekładanie tego typu spotkań na późniejsze godziny, bo upał jest nie do zniesienia.

Nie było z wami Szymona Woźniaka, który jeździł przecież we Wrocławiu. Czy z nim w składzie mogliście powalczyć o coś więcej?

Bardzo nam go brakowało. Zawsze możemy liczyć na jego punkty i rady, więc mocno odczuliśmy jego nieobecność. Mamy nadzieję, że szybko wróci do zdrowia, a my zaczniemy zdobywać niezbędne punkty.

Czeka nas teraz miesięczna przerwa od PGE Ekstraligi. Przed tobą jazda w lidze szwedzkiej i SEC, ale też okazja, żeby trochę wypocząć. Zamierzasz to wykorzystać?

Oj tak, wypoczynek naprawdę mi się przyda. Ostatnimi czasy jeździłem w zasadzie po 5 dni w tygodniu, co jest wyzwaniem dla organizmu. Parę dni odpoczynku na pewno mi nie zaszkodzi.

Wasza sytuacja w tabeli po tym spotkaniu mocno się komplikuje. Marzycie jeszcze o play-offach, skupiacie się na bezpiecznym utrzymaniu, czy zdajecie sobie sprawę z groźby scenariusza jazdy w barażach?

Mam nadzieję na play-offy dla całego zespołu, ale chcieć nie zawsze znaczy móc. Jednak zostało jeszcze parę spotkań i wierzę w pozytywny obrót spraw. Dla mnie to debiutancki sezon w PGE Ekstralidze, wciąż uczę się i poznaje tory. Kolejny rok powinien być lepszy i jestem pewny, że drużyna nie spadnie. Stadion w Gorzowie jest zbyt ładny, aby zabrakło go w najlepszej żużlowej lidze świata.

Błażej Kowol