Adrian Miedziński: Po prostu zależy mi, by zajść jak najdalej

Fot. Kamil Woldański
Fot. Kamil Woldański

Po 16 latach występów ligowych w barwach toruńskiego zespołu, postanowił spróbować zmiany i w Częstochowie poradził sobie bardzo dobrze. Mowa oczywiście o Adrianie Miedzińskim, dla którego sezon 2019 będzie drugim w forBET Włókniarzu. Żużlowiec przybliżył plany na tegoroczne starty, a także o przejściu Pawła Przedpełskiego do częstochowskiego klubu.

Adrian Miedziński drugi rok z rzędu będzie reprezentować forBET Włókniarza Częstochowa. Zawodnik zdradził plany na nadchodzący sezon. – Chcę przede wszystkim zdrowo i cało przejeździć cały sezon, to jest mój plan numer jeden. Po drugie chcę jeździć dobrze, człowiek zawsze ambitnie sobie zawiesza poprzeczkę, jednak nie chcę mówić co dokładnie chcę osiągnąć, bo to nie ma sensu. Po prostu zależy mi, by zajść jak najdalej i przywozić jak najwięcej punktów. Ile będziemy mogli wycisnąć cytryny, to tyle będziemy cisnąć, ja robię wszystko tak, aby mieć do siebie jak najmniej pretensji, być przygotowanym fizycznie, sprzętowo, mentalnie, a resztę zweryfikuje tor – zaznaczył żużlowiec.

Plany zawodnika na ten sezon mogą się trochę różnić w porównaniu z zeszłorocznymi, ponieważ Adrian Miedziński póki co zrezygnował z jazdy w lidze szwedzkiej. – Po prostu nie można jeździć za zero. To jest ryzyko, ja już nie jestem juniorem i sobie poradzę bez tej jazdy w Szwecji. Myślę, że mogę jeszcze tam wylądować, bo będzie okienko transferowe. Nie mówię, że tak nie będzie, jednak na razie skupiam się na Polsce. Szwecja rusza dopiero od maja, po 4. rundach jest okienko, a do końca maja na brak jazdy nie powinienem narzekać, jeśli nic się wielkiego nie zmieni. W Szwecji mogę podpisać ten kontrakt, jednak mam też swoje zasady. Najważniejsze to, to że trzeba się szanować – powiedział wychowanek toruńskiego zespołu.

Do forBET Włókniarza Częstochowa w tym sezonie dołączył również dawny, klubowy kolega Adriana Miedzińskiego – Paweł Przedpełski. Czy miał on wpływ na transfer młodszego żużlowca? – Ciężko powiedzieć, czy była to moja ingerencja. Na pewno Paweł mnie obserwował, mieliśmy kontakt na co dzień ze sobą i widział co się dzieje. Ja się czuję dobrze w Częstochowie, ale oczywiście nie nakłaniałem go do niczego, nie namawiałem, to była jego subiektywna decyzja i to on musiał wiedzieć co chce zrobić i jak się czuje w danej chwili. Myślę że spoglądając na mnie on sobie wyrobił i podjął – zakończył.

Agnieszka Zimnoch