Adrian Miedziński o sezonie 2019: Chciałem przechytrzyć system i przedobrzyłem (wywiad)

Fot. Kamil Woldański
Fot. Kamil Woldański

Bardzo trudny rok ma za sobą Adrian Miedziński. Sam zresztą podkreśla w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl, że mijający sezon był jednym z najtrudniejszych w jego karierze. – Męczyłem się strasznie, a tak być nie powinno – mówił. Ponadto wychowanek Apatora Toruń podsumowuje dwuletni pobyt w Częstochowie oraz start w ostatniej rundzie FIM Speedway Grand Prix 2019 na torze w Toruniu.

Jakub Keller: Wkroczyliśmy w czas podsumowań, więc i ciebie poprosiłbym o krótkie skwitowanie mijającego sezonu w twoim wykonaniu.

Adrian Miedziński: To był ciężki sezon. Chyba jeden z najcięższych w mojej karierze. Fizycznie przygotowany byłem bardzo dobrze, ale definitywnie w złą stronę poszedłem, jeżeli chodzi o sprzęt. Chciałem przechytrzyć system i mi nie wyszło. Aczkolwiek, kiedy spojrzymy na dorobek medalowy, to źle nie jest, bo udało się wywalczyć tytuł mistrza Szwecji (w barwach Eskilstuny Smederna – przyp. red) i zdobyć brąz w PGE Ekstralidze. Za dużo się jednak w tym sezonie męczyłem, a tak być nie powinno.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w przyszłym sezonie reprezentować będziesz swój macierzysty klub. Co cię skłoniło do podjęcia takiej decyzji?

Ciężko patrzy się na problemy klubu z Torunia. Każdy jednak uczy się na błędach. Ja ich trochę ostatnio popełniłem, bo jak wspomniałem, poszedłem w złą stronę ze sprzętem i przedobrzyłem. Mam wrażenie, że podobny los spotkał właścicieli toruńskiego klubu.

To co teraz musi zrobić Adrian Miedziński i Apator Toruń, by wykaraskać się z tych problemów?

Ważne jest to, by z każdego błędu wyciągać wnioski. Jeżeli tak będzie, a wszystko idzie w tym kierunku, to trzeba szybko nadrobić zaległości, odkuć się w sportowej rywalizacji, wrócić w odpowiednie miejsce i bić się później o najwyższe cele.

Myślisz, że są na to szanse w nadchodzącym sezonie?

Szanse są zawsze. Pamiętać jednak trzeba, że to jest sport. Osobiście nie widzę jednak innej możliwości. Z mojej strony to będzie rok, który poświęcę na wykonanie tego zadania.

Stery w Toruniu przejmuje Tomasz Bajerski. Uważasz, że to dobry ruch?

Czas to zweryfikuje, ale osobiście uważam, że jest to najlepsza osoba na to stanowisko.

To wróćmy jeszcze do twoich dwóch ostatnich sezonów spędzonych w Częstochowie. Z perspektywy czasu uważasz, że decyzja o przenosinach pod Jasną Górę była słuszna?

Oczywiście. Oceniam bardzo pozytywnie ten ruch. Mieliśmy dwa dobre sezony. Udało się nawet zdobyć brązowy medal. W Częstochowie poznałem bardzo fajnych ludzi. Tam są też świetni kibice, którzy z tego co wiem, najliczniej zapełniali stadion podczas meczów PGE Ekstraligi w tym sezonie, a ich doping jest doskonały. Bardzo dobrze mi się startowało w tym klubie Będę go miło wspominał i trzymał za niego kciuki.

Po długim czasie znów wystartowałeś w zawodach cyklu FIM Speedway Grad Prix. Udało ci się uzbierać sześć punktów. Liczyłeś na więcej?

Zawsze mogłoby być lepiej. Szkoda pierwszego biegu. Byłem szybki i mogłem walczyć, co bardzo mnie cieszyło.

Wróciły wspomnienia z 2013 roku, kiedy to po kapitalnej akcji wyprzedziłeś Grega Hancocka i wygrałeś zawody cyklu FIM SGP na MotoArenie?

Wróciłyby, gdybym stanął na podium.

A gdyby udało się awansować choćby do półfinału?

Wtedy już mogłoby być różnie. Bardzo cieszyłem się, jak wiozłem za plecami Leona Madsena. Myślałem, że uda mi się zabrać mu chociaż punkt, czego jak się później okazało, nie udało się nikomu. Podobał mi się też atak na Jasona Doyle’a. Był on bardzo podobny do ataku na Grega Hancocka, o którym wspomniałeś. Jednak zarówno Leonowi, jak i Jasonowi udało się wybronić.

Jakie indywidualne cele stawiasz sobie na kolejny rok?

Walczymy o wszystko co będzie możliwe. Powalczę o Grand Prix. W dorobku indywidualnym brakuje mi też tytułu Indywidualnego Mistrza Polski, aczkolwiek finał znów odbędzie się w Lesznie.

Czyli rozumiem, że nie lubisz tego toru?

Nie, jest fajny, ale trzeba tam się odpowiednio dopasować. Mam dobre wspomnienia z tego toru. Chodziło mi jednak bardziej o to, że w Lesznie bardzo dobrze jeżdżą miejscowi i dogonienie ich jest czasem wręcz arcytrudne.

 

Jakub Keller