Adrian Miedziński nadal szuka „złotego środka”

Fot. Kamil Woldański
Fot. Kamil Woldański

Adrian Miedziński nie ukrywa, że wciąż poszukuje odpowiednich ustawień i że nadal nie osiągnął takiej formy, jakiej by od siebie oczekiwał. Widać jednak, że nie odpuszcza w żadnym biegu aż do samej mety i jedzie swoje maksimum, a w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl opowiedział o wrażeniach po meczu ze SPEED CAR Motorem Lublin.

– Cieszymy się bardzo, że wygraliśmy. Jednak świat mi się jeszcze troszeczkę przewrócił do góry nogami, bo nie zagrało, to co myślałem, że zagra. Tak naprawdę byłem spokojny o ustawienia,  ale na początku widać było, że odstawaliśmy od reszty. Później przewróciliśmy to wszystko do góry nogami i było lepiej. Jeszcze to nie jest to, ale trzeba złapać wiatr w żagle, żeby wszystkie ustawienia pracowały w porządku, bo jest nieco inaczej niż rok temu i na jesień była dosypywana nowa nawierzchnia – skomentował swoje problemy sprzętowe Adrian Miedziński.

Wszyscy mają w pamięci tor zaledwie sprzed trzech tygodni, kiedy wielu przecierało oczy ze zdumienia, zdecydowanie nie poznając częstochowskiego owalu. Swoimi spostrzeżeniami podzielił się zawodnik częstochowskiej drużyny. – Nie ma co narzekać, na pewno tor był lepszy. Teraz też jest różna pogoda, treningi też są trochę inne. Na zawodach mamy komisarzy, tor musi być wcześniej gotowy i tak naprawdę zawody są najlepszym treningiem i pewne tematy weryfikują. Im dalej w las, tym powinno być lepiej, bo już wiemy czego się mniej więcej spodziewać – powiedział nasz rozmówca.

Pojawiły się opinie, że był to ostry, mocny mecz. Niektórzy mieli pretensje do zawodników z Lublina, że w pewnych momentach ich ataki były zbyt agresywne. Jak postrzega to Miedziński? – Nie skupiałem się na tym aż tak bardzo, jednak wiem że niektóre biegi nawet w moim wykonaniu były ostre. Człowiek jechał ambitnie, a jak coś się nie układa to gryźliśmy ten tor, żeby było jak najlepiej i wyciągaliśmy wynik. Zauważyłem po biegu, w którym to z Fredrikiem Lindgrenem przedarliśmy się na 5:1 przed Wiktora Lamparta, że dźwignią od sprzęgła zahaczyłem o kogoś i miałem ją podniesioną do góry, więc kontakt był w trakcie jazdy i było to mocne spotkanie – wyjaśnił żużlowiec.

Mimo ostrej jazdy na torze, atmosfera na trybunach była świetna. Kibice forBET Włókniarza i SPEED CAR Motoru Lublin, wspólnie się bawili i dopingowali. Można powiedzieć, że było to przykładowe zachowanie na trybunach i na pewno w świetny sposób tworzyło reklamę żużla. Czy ta prawie rodzinna atmosfera, chłodziła nieco głowy zawodników? – Ja byłem głową gdzie indziej, skupiałem się na sobie. Jeżeli coś się nie układa, to człowiek nie obserwuje co się dzieje dookoła, tylko skupia się na tym, by już nie myśleć o tym że było źle, tylko coś zrobić żeby było lepiej i wyczyścić głowę przed następnym wyścigiem. Jeżeli jest wszystko w porządku i idzie książkowo to można popatrzeć i poskakać nawet z kibicami, wtedy jest uśmiech na twarzy. Były to jednak bardzo ciężkie zawody, ale i bardzo dobra lekcja dla mnie. Cieszę się, że jakoś to uratowałem, bo na początku byłem przerażony tym, że nie wszystko się spisuje tak jak myślałem że będzie się spisywać – zakończył Adrian Miedziński w rozmowie dla speedwayekstraliga.pl.

Agnieszka Zimnoch