Adam Krużyński: Widziałem u wielu osób łzy w oczach (wywiad)

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

ForBET Włókniarz Częstochowa pokonał w piątkowy wieczór na swoim torze GET WELL Toruń 52:38. Widmo spadku z PGE Ekstraligi dla zespołu z Torunia wydaje się być nieuniknione. W rozmowie ze speedwayekstraliga.pl, Adam Krużyński opowiada o skomplikowanej sytuacji klubu oraz planowaniu nowego sezonu w niższej lidze.

Paulina Wiśniewska: Jak bardzo skomplikowana jest sytuacja klubu po tej przegranej?

Adam Krużynski: Sytuacja jest jasna i klarowna. Wiemy, że tej ligi nie uda nam się obronić. Będziemy pracować nad nowym sezonem, bo to jest wszystko, co możemy zrobić. Okazało się, że jesteśmy za słabi. Wyszły wszystkie nasze błędy i słabości w tym meczu, gdzie kolejny raz dostajemy „łupnia”, że tak powiem, w formacji juniorskiej, bo trudno to inaczej nazwać. Druga linia po obiecującym początku, gdzie tej nadziei było dużo, gdzieś się później pogubiła. Zabrakło ważnych punktów od 9. biegu, gdzie przegrali bracia Holderowie, którego nie powinniśmy przegrać i później już poszło, była to tylko równia pochyła w dół.

W składzie znalazł się Rune Holta i dostał w meczu swoją szansę. Skąd taki ruch i postawienie na tego zawodnika?

Widzieliśmy na początku, że szybko startował i dwa pierwsze biegi były bardzo udane w jego wykonaniu. Myślę, że to nie była zła decyzja. Możemy tylko dyskutować o biegu 12., w którym Rune jechał z juniorem. Do końca myśleliśmy, żeby Jack miał wystarczającą liczbę biegów i dostał bieg 13. Prawda jest taka, że byliśmy słabszą drużyną od gospodarzy i przegraliśmy mecz.

Norberta Kościucha zabrakło na torze. Co się stało?

Wyłącznie sytuacja na torze zdecydowała i tak, jak się ułożył ten mecz, że Norbert swojej szansy nie dostał. W przedmeczowych planach mieliśmy koncepcje, żeby Norbert pojawił się na torze natomiast w związku z obiecującym początkiem musieliśmy reagować odpowiednio i stąd ten brak Norberta. Nic takiego się nie wydarzyło. Chcieliśmy ten mecz mieć w zasięgu i stąd te decyzje, na przykład, o polach startowych dla Rune Holty czy później zmiana Jacka Holdera. Zależało nam na tym, aby nam mecz nie uciekł. 

Widmo spadku jest nieuniknione. Co w zaistniałej sytuacji z liderem zespołu – Jasonem Doylem?

Pamiętajmy, że Jason ma kontrakt z naszym klubem. Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym, czy Jason zostanie z nami po spadku, bo jeszcze tego spadku nie było. Teraz jest ten moment, kiedy musimy te wszystkie rozmowy przeprowadzić i zaczniemy pracować tak naprawdę od tego momentu, żeby sytuację całkowicie wyjaśnić. Jason ma dwuletni kontakt i musimy usiąść do stołu, aby porozmawiać.

Bracia Holderowie deklarują chęć pozostania w klubie mimo spadku i dalszej jazdy w obecnych barwach…

Chcemy mieć ten rozbrat z PGE Ekstraligą jak najkrótszy i trzeba zbudować zespół, który tę pierwszą ligę wygra, a nie przez nią się prześlizgnie, więc musi to być najmocniejszy zespół. Na pewno Chris, ale również i Jack, są bardzo związanymi z naszym klubem i trzeba usiąść, i porozmawiać. Od tej rozmowy tak naprawdę tę konstrukcję składu będzie można rozpocząć.

Pomysły lub plany co do tego składu, tak jak pan powiedział, pojawiały się już wcześniej, kiedy to widmo spadku było blisko?

Oczywiście, że tak i rozmawialiśmy o tym. Staraliśmy się zbudować szkielet, czy zarys tego pomysłu na pierwszoligowy zespół i ogólnie pierwszoligowy klub, bo to również będzie zmiana w zakresie organizacji i finansowania klubu. To będzie olbrzymia zmiana dla Torunia i musimy to zrobić rozsądnie. Mam nadzieję, że wszystko się uda i szybko wrócimy do PGE Ekstraligi.

Jakie było wasze nastawienie przyjeżdżając do Częstochowy?

Nikt tu nie przyjechał się położyć przed rywalem czy nie walczyć. Od początku determinacja była. Próbowaliśmy ten mecz wygrać i taki był też nasz cel, co wcale nie było takie nieoczywiste, bo był moment, w którym byliśmy blisko rywala, czy nawet prowadziliśmy po drugiej serii. Uciekły nam pewne momenty w meczu, które zadecydowały o tym, że spotkanie nam odjechało i stąd porażka.

Piękna historia Torunia w PGE Ekstralidze dobiega końca. Jak to pan może podsumować?

Jestem też kibicem tej drużyny od urodzenia. Od 5. roku życia chodzę na żużel, więc nie jest mi łatwo zmierzyć się z tego typu sytuacją i proszę mi wierzyć, że nie tylko kibice czują wielkie rozczarowanie, ale wszyscy. Widziałem u wielu osób łzy w oczach. To nie jest prosta sytuacja czy moment w życiu klubu, bo oprócz tego, że jesteśmy związani tutaj z klubem w inny sposób, niż kibicowski, to nasze serca są przy tym klubie.

 

Paulina Wiśniewska