Adam Krużyński: Gdybyśmy mieli trzech Jasonów, to nasza sytuacja byłaby zupełnie inna

Fot. Michał Szmyd
Fot. Michał Szmyd

W niedzielę, 16 czerwca, odbyło się zaległe spotkanie 5. rundy PGE Ekstraligi między MRGARDEN GKM Grudziądz a GET WELL Toruń. Gospodarze pokonali na własnym torze ekipę gości 55:35. W rozmowie ze speedwayekstraliga.pl, Adam Krużyński, ocenia derbowe spotkanie obu drużyn.

Paulina Wiśniewska: Derby rządzą się swoimi prawami. Jak pan ocenia spotkanie w Grudziądzu?

Adam Krużyński: Na pewno występ rozczarowujący, bo trzeba to powiedzieć wprost. Liczyliśmy na lepszą postawę drużyny. Mieliśmy jednego, bardzo dobrze, punktującego zawodnika. Niestety w drugiej części zawodów się pogubiliśmy. Próbowaliśmy wykorzystać ustawienia silnika, które działały u Jasona, żeby przełożyć je na pozostałych zawodników, natomiast nie udało się tego zrobić. Silniki, którymi dysponowali pozostali, na tych samych ustawieniach zachowywały się zupełnie inaczej. Nie chce się usprawiedliwiać, nie chce usprawiedliwiać też zespołu, bo naprawdę jesteśmy rozczarowani i sfrustrowani, bo liczyliśmy tutaj na inny wynik. Nie sądziliśmy, że możemy tutaj zdobyć jedynie 35 punktów. Mieliśmy nadzieję, że jeśli przekroczymy barierę 40 punktów, to nasz tor pozwoli nam walczyć o bonus. Teraz ta sytuacja wygląda zgoła trudniej i bonus w meczu rewanżowym to jest marzenie, jednak sport widział różne rzeczy i nie można się załamywać. Teraz najważniejszy dla nas jest mecz piątkowy z SPEED CAR Motorem Lublin. Musimy go rozstrzygnąć na naszą korzyść i wygrać z bonusem, wtedy atmosfera i nadzieja w drużynie będzie lepsza. Ambicji i chęci walki nam nie brakowało. Musimy się teraz odbudować, czasu jest bardzo mało i kalendarz zawodów jest bardzo trudny. Większość zawodników będzie startowała teraz w innych ligach. Wielu z nich jeszcze w czwartek będzie w Szwecji, więc w zasadzie do meczu piątkowego podejdziemy z marszu.

Tor w Grudziądzu was zaskoczył?

Moim zdaniem tor nas nie zaskoczył. Na początku był ciut inny, bardziej odmoczony po nocnych opadach. W pierwszych biegach zdobywaliśmy „trójki”, lecz to nas nie usprawiedliwia. To są jednak profesjonaliści, którzy jeżdżą wiele lat na żużlu i powinniśmy czytać ten tor lepiej, startować skuteczniej.

Czy po próbie toru udało się wyczuć go i przekazać cenne wskazówki drużynie?

Na pewno na początku z racji tego, że ten tor był bardziej ubity i odmoczony przez opady, te ustawienia jednak nie były najgorsze. Mieliśmy wystarczająco prędkości podczas jazdy. Niels Kristian Iversen startował na nowym silniku od innego tunera i musieliśmy mu dać szansę, żeby spróbował go sprawdzić i na próbnym starcie zobaczyć, czy będzie on odpowiedni.

Jakie rady zostały udzielone Filipowi Nizgorskiemu, który zaliczył swój debiut w PGE Ekstralidze?

Uczulaliśmy go, że najważniejsze jest to, żeby szczęśliwie dojechał te zawody i pojechał z pasją oraz gazem. Jak wszyscy obejrzymy sobie ten mecz ponownie, to będzie widać, że ten chłopak się starał i trzymał cały czas gaz. Oczywiście jechał za swoimi rywalami, ale miał bardzo trudną sytuację, bo ten pierwszy bieg juniorski ułożył się źle, ale potem starał się zmienić coś w trakcie biegu. Wiadomo, że to początek zawodów i decydował start, który nie wyszedł idealnie. Uważam, że to jest chłopak, który ma olbrzymie serce i pasję i jeśli będzie pracował dalej to będzie z niego wiele korzyści. Jeszcze nie raz będziemy go oklaskiwać.

W PGE IMME wystąpi Jason Doyle. Co pan powie o nominacji dla Australijczyka?

Myślę, że to bezdyskusyjna kwestia w tej chwili, bo jednak Jason jest najlepszym zawodnikiem naszej drużyny i jednym z najlepszych w PGE Ekstralidze. Gdybyśmy mieli trzech Jasonów, to nasza sytuacja byłaby zupełnie inna. Mamy niestety jednego.

 

Paulina Wiśniewska