Adam Jasiurski – 45 lat pod taśmą. Nadszedł czas na wielki finał (wywiad)

Fot. Kamil Woldański
Fot. Kamil Woldański

Zawodnicy, trenerzy, prezesi oraz działacze sportowi w każdym klubie z pewnością pełnią pierwszoplanową rolę. Są rozpoznawalni i często mają status gwiazd. To z nimi dziennikarze chętnie przeprowadzają wywiady, a kibice z przyjemnością zbierają od nich autografy oraz wykonują pamiątkowe zdjęcia. Należy jednak pamiętać, że oprócz wcześniej wymienionych, są również osoby, bez których żadne zawody żużlowe nie mogłyby się odbyć. Mowa oczywiście o osobach funkcyjnych. Kierownicy startu, kierownicy parku maszyn, kierownicy drużyny, toromistrze, wirażowi, prezenterzy, spikerzy… wymieniać można bez końca. To prawdziwy sztab ludzi, którzy z reguły są bohaterami „drugiego planu”. Trudno jednak nie zauważyć ich ciężkiej pracy na rzecz sportu żużlowego.

Adam Jasiurski od 45 lat jest związany z częstochowskim Włókniarzem. Pełni rolę kierownika startu i można zaryzykować stwierdzenie, że jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób, które podczas każdego meczu dbają o właściwe ustawienie zawodników pod taśmą. Przez lata swojej pracy był na dobre i na złe ze swoim klubem. Miał okazję być świadkiem największych sukcesów oraz dotkliwych  porażek. Ustawiał pod taśmą najlepszych zawodników na świecie i współpracował z najlepszymi sędziami żużlowymi. Dziś możemy śmiało powiedzieć, że w tym czasie solidnie zapracował na szacunek ze strony działaczy, kibiców, sędziów i zawodników. Tajemnicą sukcesu Adama jest to, że swoją pracę traktuje jak wielką pasję. W każde zawody wkłada maksimum profesjonalizmu oraz samego siebie. Stara się również, aby jego praca pod taśmą nie była monotonna. Wielokrotnie był autorem słynnego „show z  szachownicą” na mecie. Zawsze uśmiechnięty, serdeczny, życzliwy i co najważniejsze profesjonalny. Dzisiaj jest z pewnością wizytówką forBET Włókniarza Częstochowa. Po 45 latach, w związku z obowiązującymi przepisami, musi zakończyć swoją karierę. Osiągnął wiek, który nie pozwala na dalsze wykonywanie pracy w tym charakterze. Mecz forBET Włókniarz Częstochowa – STELMET Falubaz Zielona Góra, będzie jego ostatnim w roli kierownika startu. Rozmowa z kultowym kierownikiem startu specjalnie dla speedwayekstraliga.pl.

Piotr Wieszczyk: Adam, wielkimi krokami zbliża się ostatni mecz w twojej karierze. Jakie wnioski?

Adam Jasiurski: Cóż niestety czas bardzo szybko upływa. Minęło te ponad 45 lat, a może nawet trochę więcej. Można powiedzieć, że patrząc na swoją karierę, kończę powoli „czwarte okrążenie” i za chwilę pojawi się „meta”. Tego się niestety nie da uniknąć. Taka kolej rzeczy. Podczas ostatniego meczu łza się pewnie w oku zakręci.

Jak rozumiem, nie miał byś nic przeciwko, aby jeszcze trochę popracować pod taśmą?

Szanuję obowiązujące przepisy i niestety wiem, że zbliża się finał mojej pracy. Nie zmienia to faktu, że tak po ludzku mam jeszcze apetyt na więcej. To, co robię jest niewątpliwie moją pasją. Daje mi mnóstwo energii, radości i satysfakcji. Człowiek lubi robić coś ze świadomością, że jest potrzebny.

Czy w ciągu tych 45 lat były jakieś mecze, które szczególnie utkwiły w twojej pamięci?

Było tego naprawdę bardzo wiele. Wspomnień mam całe mnóstwo. Zarówno tych bardzo dobrych, jak również tych nieco gorszych. Myślę, że spokojnie wystarczyłoby na grubą książkę. Oczywiście gdybym miał wyróżnić, to przede wszystkim w pamięci pozostają mecze o DMP. Miło wspominam oczywiście ten z 2003 roku, kiedy to Włókniarz zdobył złoty medal DMP. Niestety były też inne wspomnienia. Z pewnością mniej sympatyczne. W 2007 roku również w meczu o mistrzostwo sędzia zrzucił mnie spod taśmy po 7. biegu. Argumentował to tym, że ponoć przeszkadzałem jednemu zawodnikowi. Z mojego punktu widzenia nic złego nie zrobiłem. Prosiłem sędziego, żeby mnie zostawił. Obiecałem, że to już się więcej nie powtórzy, niestety arbiter był wtedy nieugięty. To zdarzenie utknęło głęboko w pamięci i pozostanie pewnie do końca życia. Minęło już tyle lat, a ja do dzisiaj nie bardzo mogę pogodzić się z tą decyzją. To był dla mnie z pewnością szczególny mecz.

Wśród kibiców jesteś postrzegany nie tylko jako kierownik startu, ale również showman. Potrafisz w nietypowy sposób powitać „szachownicą” zawodników na mecie i czerpać radość ze swojej pracy. Skąd taki pomysł?

Praca kierownika startu nie musi być monotonna. Dla mnie to przede wszystkim pasja i dobra zabawa. Nie wiem czy to się ludziom podoba, ale mam nadzieję, że mimo wszystko tak. Zawody żużlowe to wielki spektakl, a ja jestem w pewnym sensie częścią tego wydarzenia. Dlatego staram się za każdym razem włożyć w to maksimum energii. Mogę tobie zdradzić, że mimo bólu kręgosłupa, z którym się zmagam na co dzień, kiedy stoję pod taśmą, zapominam o wszelkich bolączkach. Dostaję dodatkowej siły i energii, którą chętnie się dzielę.

W przyszłym sezonie pod taśmą zobaczymy już nowego kierownika startu. Co mógłbyś przekazać swojemu następcy?

Najważniejsze jest, aby jego praca była jednocześnie pasją. Ważne są również profesjonalne podejście do tego, co robisz oraz elastyczna współpraca z sędziami, zawodnikami i działaczami. Wszystkie te elementy muszą ze sobą współgrać.

Jak rozumiem, gdyby ktoś chciał skorzystać z twojego doświadczenia, to jesteś jak najbardziej otwarty na współpracę?

Jak najbardziej. Co prawda, nie będę miał możliwości podpowiedzieć czegokolwiek z płyty stadionu. Regulamin zabrania mi również pełnić funkcji asystenta kierownika startu. Natomiast gdyby ktoś chciał skorzystać z mojego doświadczenia, to jestem oczywiście do dyspozycji.

Emerytura pod taśmą, ale nie wyobrażam sobie, że to koniec twojej przygody z żużlem. Jakie masz zatem plany na przyszłość?

Przestanę pełnić funkcję kierownika startu, ale do końca życia pozostanę kibicem. Będę dalej trzymał kciuki za Włókniarz, jak to się mówi na dobre i na złe. Zawsze kibicowałem i do końca będę wierny.

Rozumiem, że od przyszłego sezonu będziesz mógł sobie spokojnie zasiąść na trybunach i zajadając przysłowiową „kiełbaskę z grilla” oraz oglądać mecz?

Pozostaje oglądanie meczu na trybunach, chociaż z tym spokojem to nie będzie tak łatwo. Za każdym razem mocno się angażuję i emocjonalnie przeżywam to, co się dzieje na torze.

Jakiego prezentu życzyłbyś sobie na koniec kariery?

Z Włókniarzem jestem związany przez większą część mojego życia. Tak się szczęśliwie złożyło, że nasza drużyna w tym sezonie  awansowała do fazy play-off i będzie walczyć o medal. Wiemy już, że nie będzie to ani złoto, ani srebro. Pozostaje jednak realna szansa na trzecie miejsce i brązowy medal. I takiego prezentu właśnie bym sobie życzył na zakończenie mojej naprawdę fajnej kariery.

Jestem przekonany, że zarząd i działacze klubu forBET Włókniarza Częstochowa zadbają o szczególne podziękowanie oraz docenienie twojej 45-letniej pracy. Ja natomiast chciałbym tobie podziękować w imieniu wszystkich kibiców. Za pełne zaangażowanie, pozytywną energię oraz bycie z klubem na „dobre i na złe” – serdecznie dziękuję! Życzę również, abyś z perspektywy trybuny za każdym razem miał okazje oglądać niezwykłe zawody i przeżywać prawdziwe sportowe emocje. Na zakończenie życzę tobie również, abyś był świadkiem walki forBET Włókniarza o najwyższe trofea. Wszystkiego najlepszego oraz niezapomnianego, ostatniego meczu w karierze.

Piotr Wieszczyk