10 pytań do… Przemysława Liszki

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

O żużlu, ale nie tylko. O życiu prywatnym, ale bez przekraczania sfery osobistej. Forma? Zawsze ta sama – 10 pytań i 10 odpowiedzi. Kolejnym juniorem, którego sylwetkę przedstawiamy, jest Przemysław Liszka, zawodnik BETARD Sparty Wrocław.

Alicja Labrenc: Twoją drugą pasją, po żużlu, jest jazda na rowerze, opowiedz o niej coś więcej.

Przemysław Liszka: Mam rower górski, bardzo lubię na nim pojeździć. Wielką frajdę sprawia mi jazda na jednym kole. Lubię przejażdżki po mieście, a jeśli jest jakaś okazja, to w terenie ze znajomymi. Mamy we Wrocławiu tyle przepięknych parków, górek, w samym mieście lubię pojeździć wzdłuż Odry, w okolicach Ostrowa Tumskiego, Bulwaru, Uniwersytetu. Jest w czym wybierać.

Jakie miejsce zajmuje w twoim życiu muzyka?

Uwielbiam w wolnych chwilach słuchać muzyki, kiedy tylko mogę. W samochodzie lubię sobie puścić, np. rock, klasykę, zarówno polską jak i zagraniczną. Nie stronię również od rapu, bo nowoczesną muzykę też lubię. Jednak od zawsze słucham klasycznego rocka, takich kapel, jak: Queen, Pink Floyd, Metallica. Natomiast na treningu czy podczas zawodów nie bujam w obłokach i nie przesadzam z muzyką.

Jak wyglądałyby twoje wymarzone wakacje?

Nie miałem zbyt wielu okazji na wyjazdy zagraniczne. Jeśli chodzi o takie „skrajne marzenie” to myślę, że Hawaje i Kalifornia. Hawaje – bardzo piękne Wyspy, natomiast Kalifornia to Motorsport. Spędziłbym je na pewno aktywnie, tak jak lubię: bieganie, sporty motorowe, rower.

Gdyby potrzebna była nagła i szybka ewakuacja z domu, np. z powodu pożaru, co zabrałbyś ze sobą?

Na pewno jakieś pieniądze, bo bez nich nie przeżyje się za długo. Telefon, żeby się skontaktować z resztą i na pewno wszystkich ludzi, którzy są obok, żeby również ich uratować.

Skąd wzięła się twoja ksywka: Jason?

Wzięła się od Jasona Cumpa, który jak wiadomo jest rudowłosy, podobnie jak ja, więc chłopaki z drużyny już dawno temu wymyślili mi tą ksywkę. Jako ciekawostkę dodam, że gdy byłem malutki, to rodzina mówiła do mnie „Crumpik”. Tak już się przyjęło, a ja postaram się pójść w jego ślady.

Gdyby dżin mógł spełnić twoje trzy życzenia z czego jedno mogłoby dotyczyć żużla, to jakie by to były?

Jeśli chodzi o żużlowe, to myślę, że jak większość zawodników: zostać mistrzem Świata, bo to chyba marzenie każdego żużlowca. Jeśli chodzi o pozostałe dwa, to mieć szczęśliwą rodzinę, normalne, przyziemne, ale bardzo ważne. A drugie, żeby wszyscy, których kocham byli zdrowi.

Najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałeś…

Gdy miałem 5 lat, tata kupił mi pierwszy, mały motorek i myślę, że cała ta żużlowa droga wtedy się właśnie zaczęła. To był bardzo, bardzo fajny prezent.

Kto jest twoim sportowym autorytetem?

Na pewno trenerzy. Większość tych, z którymi miałem okazję pracować, to dla mnie autorytety, np. nasz aktualny trener Dariusz Śledź. To bardzo pozytywny człowiek. Myślę, że jest się na kim wzorować, na chłopakach z drużyny również.

Kogo najbardziej podziwiasz z aktualnie jeżdżących zawodników?

Jeśli chodzi o naszą drużynę, ale też ogólnie, to bardzo szanuję Macieja Janowskiego. Jest on bardzo dojrzałym zawodnikiem, podczas jazdy patrzy na kolegę z pary, jest bardzo doświadczony, a jego jazda jest bardzo mądra i przemyślana.

Czym jest dla ciebie jazda we wrocławskim klubie?

Spełnieniem marzeń. W dzieciństwie przychodziłem na mecze i nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę mógł tworzyć to widowisko wraz z tą drużyną.

Alicja Labrenc