10 pytań do… Michała Gruchalskiego z forBET Włókniarza Częstochowa

O rodzicach, recepcie na sukces, atmosferze w drużynie, spędzaniu wolnego czasu i pomyśle na zagospodarowanie super mocy, w rozmowie z Michałem Gruchalskim, zawodnikiem forBET Włókniarza Częstochowa.

– Gdyby nie żużel, to jaką inną dyscyplinę sportu mógłbyś uprawiać?

– Grałem kiedyś w piłkę nożną, na pozycji lewego pomocnika i gdyby nie jazda na żużlu, to być może mógłbym przy tej dyscyplinie pozostać. Jednak los chciał inaczej. Pojechałem kiedyś na obóz, na którym złamałem nadgarstek. Po tym zdarzeniu miałem przerwę w treningach, a później zaraziłem się pasją do żużla i tak już zostało.

– A jak to się w takim razie stało, że zacząłeś jeździć na żużlu?

– Zawdzięczam to mojej mamie, która znalazła o ogłoszenie o naborze i zaprowadziła mnie do szkółki miniżużlowej. Spróbowałem raz, potem drugi… Spodobało mi się. Doszedłem do wniosku,  że jest to coś dla mnie i tak pozostało do dzisiaj.

– Każdy, kto choć raz miał okazję obejrzeć zawody żużlowe, wie że jest to sport w którym nie trudno o kontuzję. Twoja mam jest twoim najwierniejszym kibicem. Twój tata jeździ z tobą na każde zawody i dba o właściwe przygotowanie motocykli. Jak zatem rodzice przeżywają wyścigi z twoim udziałem?

– Mama oczywiście chodzi na mecze i rzeczywiście mocno mi kibicuje. Czasami mi mówi, że się o mnie boi. Wiadomo – matczyna troska. Z drugiej strony ma również świadomość, że jazda na żużlu jest dla mnie bardzo ważna, dlatego też za każdym razem mocno mnie wpiera, co dodaje mi dodatkowej motywacji w osiąganiu jak najlepszych wyników. Natomiast tata zawsze mi powtarza, że przede wszystkim się cieszy, że wracam cały i zdrowy po każdym biegu. Wynik jest dla niego na drugim miejscu. Chociaż ostatnio widziałem materiał filmowy pokazujący co się działo podczas meczu w parku maszyn. Tata tak mocno przeżywał mój start, że był blady jak majonez.

– Czego – jak do tej pory – nauczyłeś się od trenera Marka Cieślaka?

– Myślę, że nauczyłem się bardzo ważnych rzeczy. Przede wszystkim tego, żeby więcej szukać w głowie niż w sprzęcie. Oprócz tego, że niezwykle istotne są pokora i ciężka, systematyczna praca.

– Gdybyś w kilku słowach miał opisać aktualną drużynę forBET Włókniarza Częstochowa, to co byś powiedział?

– Jesteśmy jednym zespołem. Wszyscy stanowimy zgraną paczkę. Pomagamy sobie nawzajem. Jako drużyna jesteśmy bardzo pozytywnie zmotywowani, aby osiągać dobre wyniki. Na szczęście nie ma negatywnej presji. Każdy wie po co wsiada na motocykl. We własnym gronie czujemy się bardzo dobrze. Czasami jest śmiesznie i bardzo pozytywnie. Dzięki temu możemy czerpać radość z jazdy. To pozwala budować ducha zespołu.

– Z którym zawodnikiem najchętniej jeździłbyś w parze?

– Mam duży szacunek do wszystkich moich kolegów z drużyny, jednak najchętniej jeździłbym z Leonem Madsenem, który jest bardzo pewnym ogniwem naszej drużyny.

– Od czego – twoim zdaniem – zależy sukces sportowy w jeździe na żużlu?

– Przede wszystkim od ciężkiej i systematycznej pracy. Treningi, praca przy sprzęcie, szacunek do kolegów z drużyny i rywali na torze. Nie ma nic za darmo. Jak się dba – tak się ma. Oprócz tego pokora, „zimna głowa” i nic na siłę.

– Jak spędzasz wolny czas?

– Staram się odpocząć i nie myśleć o żużlu. Zazwyczaj spędzam czas z moją dziewczyną. Ewentualnie z kolegami organizujemy jakiegoś grilla lub inną atrakcję. Czasami jeżdżę również rekreacyjnie na motocrossie. Szczerze mówiąc tego wolnego czasu nie ma zbyt wiele. Podczas sezonu, niemal każdego dnia jestem na stadionie. Trenujemy, pracujemy przy sprzęcie lub najzwyczajniej w świecie w grupie kolegów mechaników prowadzimy rozmowy „na każdy temat”.

– Gdybyś teraz mógł się wybrać na długi, dwutygodniowy urlop, to jakie miejsce najchętniej byś odwiedził?

– Nie mam jakichś egzotycznych planów. Najchętniej wybrałbym się do Grecji. To naprawdę piękny kraj. Sam nie miałem jeszcze okazji tam być, ale widziałem ostatnio zdjęcia z wycieczki moich znajomych i muszę przyznać, że te obrazki robią wrażenie. Były naprawdę przepiękne.

– Gdybyś mógł  zostać bohaterem filmowym, to kim chciałbyś być i dlaczego?

– Moim ulubionym filmem jest „Hancok” i to w jego rolę najchętniej mógłbym się wcielić. Podoba mi się ten film. Jest bardzo pozytywny. Opowiada o gościu, który posiada super moce. Jest obdarzony nadludzkimi zdolnościami takimi jak umiejętność latania, wyjątkowa siła, odporność na rany i pociski. Gdybym posiadał takie moce jak on, to też bym z paroma osobami porządek zrobił (śmiech).

Piotr Wieszczyk
Fot. Kamil Woldański/Marcin Szarejko