10 pytań do… Igora Kopcia – Sobczyńskiego z Get Well Toruń

O żużlu, ale nie tylko. O życiu prywatnym, ale bez przekraczania sfery osobistej. Forma? Zawsze ta sama – 10 pytań i 10 odpowiedzi. Dziś Igor Kopeć – Sobczyński z Get Well Toruń, z którym rozmawiała Anna Trojanowska. Okazuje się, że młody torunianin jest nie tylko fanem żużla i Grega Hancocka, ale również pływa na kitesurfingu, a zimą nie stroni od deski snowboardowej.
–  Skąd pomysł na żużel?
– Od najmłodszych lat chodziłem wraz z moją rodziną na mecze. Skończyło się tym, że namawiałem rodziców na to, że sam chce spróbować. Postawili swoje warunki szkolne, które musiałem spełnić, aby zapisali mnie do szkółki.

– Kto jest twoim autorytetem w żużlowym świecie?
– Na samym początku, kiedy nie jeździłem jeszcze w lidze, był to Greg Hancock. Teraz nadal jest kimś wielkim. Kiedy jednak miałem okazje stanąć z nim spod taśmy, to rozmowa z nim czy też spotykanie go stało się czymś mniej wyjątkowym. Nadal jednak podglądam go i próbuję naśladować.

– Czy bycie żużlowcem zmieniło coś w twoim życiu?
– Tak, bardzo dużo. Poświęcam temu bardzo wiele. Przez to bywało mi trudniej w szkole, brakowało wolnego czasu, ale musiałem się do tego dostosować.

– Czy myślałeś o tym, żeby zostać kimś innym niż żużlowcem?
–  Pomimo tego, że żużel zajmuje bardzo dużo czasu, to pływam na kitesurfingu, mam instruktora na snowboardzie, więc myślę, że wybrałbym którąś z tych profesji.

– Co dla ciebie jest najważniejsze w żużlu?
– Szczęście, przede wszystkim właśnie szczęście.

– Masz jakieś marzenia? Może jedno największe?
– Jak każdy. Wolę jednak, żeby to zostało moją tajemnicą.

– Co lubisz robić w wolnym czasie?
– Szczerze mówiąc, w tym roku nie znalazłem zbyt wiele wolnego czasu. Udaje mi się jednak wybrać ze znajomymi na przykład nad jezioro.

– Jaki jest twój ulubiony film?
– Szklana Pułapka.

– Interesują cię jako kibica inne sporty?
– Raczej nie. Dla mnie żużel jest najważniejszy.

– Czy swoją przyszłość nadal wiążesz z karierą żużlową?
– Oczywiście, że tak. Jestem już na takim etapie, że trzeba postawić wszystko na jedną kartę i dawać z siebie wszystko.

Anna Trojanowska
Fot. Marcin Szarejko/Michał Szmyd